Droga
Z łaski bożej przyszło mi korzystanie z sanatorium. Z zakładu pracy otrzymałam zawiadomienie ze jest jeszcze jedna osoba która jedzie razem ze mną. w to samo miejsce
Po dokładnym zapoznaniu się z osobą towarzyszącą byłam wielce przerażona. Nie podobało mi się ze ta osoba używała wulgarnych i łacińskich słów ze mnie uszy opadły oraz nie miłosiernie kopciła dymem nikotynowym.
Nie mogłam znieść tej sytuacji.
Zmartwiona i smutna rozważałam w swoim sercu co tu zrobić?
Jakie wyjście znaleźć z tej kłopotliwej sytuacji?
Po krótkiej chwili zastanowienia powzięłam szybkie działanie w sposób wołania do Boga by nie dopuścił do zamieszkania we wspólnym pokoju sanatoryjnego.
Usilnie błagałam Boga o pomoc. Na pocieszenie dostałam pokój w swoim sercu i zapewnienie nie martw się , Pan Bóg ma o wszystko staranie.
Byłam wielce ciekawa jak to wszystko się rozstrzygnie?
Przyszedł dzień wyjazdu i spotkania się z osobą towarzyszącą. Droga była długa, daleka i uciążliwa. Rad nie rad trzeba było być w towarzystwie.
W duchu cały czas prosiłam Boga by tylko nie razem w pokoju.
Po szczęśliwej podróży przyjeżdżamy na miejsce i jest pełno ludzi. Do rejestracji ustawiła się kolejka po miejsce do pokoju. Gdy przyszła moja kolej otrzymania klucza do pokoju to powiedziano mi ze mam piętro wyżej od tej towarzyszącej osoby.
Jakże było to niespodzianką i napełniło serce wielką radością.
Gdy dotarłam na miejsce, wchodzę do pokoju i widzę bardzo spokojną , cichą i niepalącą osobę.
Cieszyłam się i dziękowałam Bogu ze tak pokierował sprawę.
W trakcie pobytu w sanatorium rzadko przebywałam w towarzystwie obawiającej osoby.
Natomiast w wypełnianiu woli bożej przyszło mi jedno zdarzenie.
Będąc w pokoju w wolnych chwilach zajęłam się robótką na drutach zwijanych.
Nagle usłyszałam glos ze mam przejść się alejką. Było to lato, ciepło pomyślałam sobie ze wezmę robótkę i usiądzę sobie na ławce.
Szybko wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach na dół w stronę alejki. Weszłam w alejkę i przechodzę nagle stanęłam na rozdrożu pytając Boga w którą stronę mam iść?
Poczułam silną moc bożą w prawą stronę . Przechodzę dalej i widzę ze na ławce siedzą osoby znane z sanatorium. Dwóch mężczyzn trzymało w ręce biblie.
Stanęłam i słucham. Słucham jeszcze raz i byłam zdziwiona obcą nauką niezgodną ze Słowem Bożym. Uświadomiłam sobie ze znalazł się jeden przekręcacz słowa i sieje ferment obcej nauki
W mocy Ducha Świętego weszłam w dyskusję ostro strofując człowieka przekręcacza. Ten człowiek nie wytrzymał się nerwowo szybko wyszedł i zostawił nas samych słuchających.
Tak Pan Bóg chroni swój wybrany lud do prawdziwej nauki Słowa Bożego. W dalsze części toczyła się dyskusja na temat słowa bożego.
Cieszyłam się ze tym sanatorium Pan Bóg użył mnie do wypełniania bożej woli.
Dzięki Bogu za cudowną łaskę.
Niech Imię Pana Jezusa Chrystusa będzie we wszystkim uwielbione i wywyższone.
Ps 37:5
5. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał
(BT)
Ps. 37:5
5. Powierz Panu drogę swoją, Zaufaj mu, a On wszystko dobrze uczyni.
(BW)
Ps. 37:5
5. Spuść na Pana drogę twoję, a ufaj w nim, a on wszystko uczyni;
(BG)
Wierna szansa